Dawno , Dawno temu, kiedy byłam małym szczeniakiem przechadzałam się po z rodziną po lesie...
Wąchałam z mamą kwiatki.
A z tatą wesoło skakałam po łące.
Słyszałam nagle dziwne kroki... okazało się że to coś nosi nazwę ,, człowiek " Pierwsze słyszę!
Trzymało w ręce coś czarnego i długiego. To coś było dziwne...
Pobiegłam o tym powiedzieć rodzicom.
Rodzice wyglądali na bardzo przerażonych...
Zapytałam co się dzieje ... ojciec mi powiedział ,, to coś chce nas zabić "
Przeraźiłam się .
Razem z rodziną galopowaliśmy wśród traw. To nie było wesołe.
Nagle usłyszałam ,, PUFFF!!! ".
Szybko się odwróciłam ... brakowało mi kogoś...
Gdy nagle zobaczyłam mego tatę.. Był martwy i wylewała się z niego krew.
Z płaczem biegłam...
Gdy nagle ponowne ,, PUFF! "
Tym razem to coś zabiło moją matkę..
Te stworzenia zabrały moich rodziców i odeszli jakimś czymś co zostawiło okropny smród.
Zaczęłam płakać... Moji rodzice już nie żyli.
Gdy nagle usłyszałam kroki.. tym razem to wilka.
Obejrzałam się a stał tam czarny wilk.
Zaczęliśmy rozmawiać ( MB - Metal Boogie, LV - Lavendie )
MB - Witaj. Jestem Metal Boogie
LV - yy... witaj ? Ja jestem Lavendie...
MB - Też słyszałaś te paskudztwa ? Ci ludzie nie mają serc...
LV - Tak... <spojrzałam ze smutkiem na miejsce gdzie było pełno krwi>...
MB - Ktoś tu zginął ?
LV - Tak... moi rodzice niestety...
MB - Ojej! Ja też tak miałam współczuję ci
LV - a ty radzisz sobie sama ?
MB - Taaaak... Radzę sobie sama od dawna, dawna.
LV - Ja chyba nie dam rady...
MB - A może chcesz do mojej watahy ?
LV - jasne!
MB - Okej...
I tak to trafiłam do tej przecudnej watahy... Od tej pory jestem Alfą tej pięknej watahy...
Lavendie
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz